Można tego nie czytać, można zrobić absolutnie coś innego. Można się tym zniechęcić na wstępie, szczególnie rażącą ilością powtórzenia słowa „można”. Ale można i wysunąć wniosek, że mamy powody do dumy:
Po wielu latach walki, wreszcie uzyskaliśmy teoretyczną wolność wyboru i słowa. My, (jeśli mogę tak, poniekąd sprzecznie, nazywać indywidualistów i niesfornych wolnomyślicieli) posiadamy swoje przewidziane miejsce w systemie, wrzuceni do jednego worka z New Age, sekciarzami, Świadkami Jehowy i innymi podejrzanie wyglądającymi formacjami (chciałbym zaznaczyć, że według mnie mają oni pełne prawo do wierzenia we własne racje), o ile nie mamy możliwości zawrzeć poglądów w dobrze sprzedającej się formie popkulturowej. Świadomy, że żadnej rewolucji nie można dokonywać na siłę, czuję się z tym dobrze.
Dlaczego?
W każdym wypadku, znalezienie logicznego uzasadnienia dla swoich przekonań, nie jest niczym trudnym, a nawet stało się to powszechnym mechanizmem, którego ludzie nie do końca są świadomi, często sądząc, że ich zdanie jest jedynym słusznym. (1) Nie jest to sednem sprawy, a jedynie wstępem.
To, że kontrkultura nie wybija się w środkach masowego przekazu, a nawet rozmaite jej aspekty są często potępiane, niezmiernie mnie cieszy. Jest to czynnikiem powstrzymującym wszystkie „Space Monkeys” (2) przed ślepą akceptacją niektórych zawartych w niej myśli, autorytetów i co gorsza dosłowną, poważną interpretacją. Nie jest to Kościół Katolicki i jej przedstawicielom nie zależy na pozyskaniu jak największej liczby idiotów. Po drugie, wyraźnym znakiem zakończenia procesu asymilacji z kulturowym, konsumpcyjnym Imperium (3), byłaby moda na bycie nonkonformistycznym. Oznacza to zerwanie z pozostawaniem niewidzialnym i narażenie się na ostrą krytykę ludzi, którym niebardzo zależy na poszerzaniu swoich tuneli świadomości (4). Statystyczny (sic!) człowiek nie lubi myśleć i posługuje się zróźnicowanymi metodami obejścia tego, dla wielu niestety uciążliwego, procesu. Spotykając się z czymś wykraczającym poza jego światopogląd, często stosuje się do swoich starych opinii powtarzanych mu przez swoich mentorów i autorytety.
Zakaz wstępu Space Monkeys:
Znaczący jest poziom dostosowania się do kultury przez jednostkę widoczny w wyrobionych schematach. Kultura i tradycja są dziełem wieków, przekazywane z pokolenia na pokolenie, wchodzą w nawyk, więc posługują się metodami, które ograniczają i czynią przewidywalnymi, podczas gdy takie praktyki są sprzeczne z ideą wolnej myśli. Człowiek przyzwyczajony do kultury, ograniczony w swym sposobie postrzegania, próbuje pojąć wszystko, na stary, wyuczony, kulturowy sposób. Nie twierdzę, że kultura jest zła, byłoby to oznakiem umysłowej impotencji. Mamy dobrą muzykę, rozmaite formy rozrywki, niezawsze nie wymagające wysiłku umysłowego, ambitną literaturę i wiele innych pozytywnych rzeczy. Nie wspominając o tym, że porozumienie między ludźmi i przyjęcie pewnych zasad jest niezbędne by społeczeństwo dobrze funkcjonowało, jednak często przecenia się elementy świadczące o istotności roli kultury, zamykając się na konstruktywną krytykę i opóźniając umysłowy rozwój społeczeństwa.
Wiąże się to również z represjonowaniem jednostek nie chcących się przystosować, o rewolucyjnych poglądach (od Gordiano Bruno do Timothy'ego Leary'ego). Już nie wiem co gorsze, represje, czy ślepe podążanie.
Następną sprawą, silnie związaną z kulturą, jest pojęcie autorytetu, charyzmy i władzy. Opiniotwórczy charakter zdań niektórych jednostek jest zatrważający. W świetle wysokiego poziomu dostępności informacji i możliwości samodzielnego wyboru, funkcja ta nie powinna być dłużej potrzebna na taką skalę, wręcz ograniczona do niezbędnego minimum, czyli polityki i spraw wymagających ogranizacji. Mimo to, jest stale eksploatowana i stosowana w niemal wszystkich aspektach życia, ze względu na podatność mas na manipulację przez osobniki charyzmatyczne i obdarzone autorytetem [badania i psychologiczne eksperymenty na społeczeństwie amerykańskim wykazały, że posłuch wśród kogoś posiadającego atrybuty związane z autorytetem i wiedzą, jest odruchowy, nawet w dziedzinach nie mających nic wspólnego ze specjalizacją tej osoby (5)] oraz ofertę zamiany myślenia na nieskomplikowane stosowanie się do reguł. Doskonale wiedzą o tym media masowego przekazu, prezentując społeczeństwu rozmaitych idoli, gwiazdy „światowego formatu”, naukowców i nalepki wymieniające certyfikaty instytutów. Równie dobrze wykorzystują to sekty. Wiele z nich nie istniałoby, gdyby nie obdarzenie jednostki wokół której wszystko się toczy, autorytetem i bezkrytycznym podejściem do niego. W obu przypadkach nikt nie zada sobie trudu myślenia i zakwestionowania „prawdy” (zważmy na to, że wątpliwości uważane są za coś złego w wierze i w ustalonych zasadach) głoszonej przez kogoś mądrzejszego, lepszego i dobrze wyglądającego. To byłoby zbyt trudne dla społeczeństwa opartego na kulturze konsumpcji, gdzie jedyne co trzeba robić aby przeżyć, to dostosować się i słuchać. Myślenie [chodzi mi o dowolne pojmowanie świata przez jednostkę, a nie operowanie wyuczonymi dogmatami] nie jest w takim schemacie polecane.
Osobiście, nie bardzo mam ochotę zostać zaliczonym do obywateli takiego Imperium ani wywalczać w nim szerszego, masowego przekazu i miejsca dla kontrkultury, ze względu na obawę, że mogłaby stać się modną i przemienić w kolejne narzędzie do ogłupiania.
Jednak w dobie informacji, negatywne strony mediów mogą zostać przemienione w atuty kontrkultury. W natłoku danych, łatwo pominąć rzeczy które mogą przekazywać treści antykulturowe, zinterpretować je pobieżnie, bez głębszego zastanowienia się nad nimi. Może wydać się to bezcelowe, jednak niekoniecznie tak jest. Jeśli spośród paru tysięcy, przekaz trafi do jednej osoby, to lepiej niż nie trafiłby do nikogo. Opakowanie informacji w ciekawą fabułę, wielowątkowość i inne aspekty przydatne by produkt się sprzedał, umocniłoby jego pozycje na rynku i zagwarantowało dalszy przekaz w odstępie czasu zależnym od popularności produktu. Taki zabieg umożliwia pozostanie niewidzialnym dla wielu, ale dostępnym dla tych, którzy szukają.
Nie wspominając już o Internecie, który umożliwia kontakt z ludźmi o podobnych światopoglądach i sprzyja poszerzaniu własnego, jeśli wie się gdzie szukać, albo się chce, podobnie jak przy innych mediach masowego przekazu.
Dziś stanęliśmy przed możliwością unikalną, niemal swobodnego głoszenia poglądów, pozostania incognito i błyskawicznej komunikacji z ludźmi na innych kontynentach. Jednak od wymiany poglądów do swobodnego działania droga dość daleka. Internet to nadal zjawisko stosunkowo nowe, więc korzystajmy z niego, zanim jacyś idioci stwierdzą, że przydałoby się tu trochę porządku.
Fnord.
Bezwzględny Papieżca Umysłów, BoguO. „Wszyscy oprawcy będą transgresowani!”
1. Teoria zaczerpnięta z „Powstającego Prometeusza” Roberta Antona Wilsona
2. „Fight Club” Chuck Palanhiuk
3. Philip K. Dick „Valis”
4. Znów „Powstający Prometeusz”
5. Co do danych, w książce pt. „Wywieranie Wpływu na Ludzi” Roberta Cialdiniego, autorytetom poświęcony jest cały rozdział

23